• 20 września, 2014

Uzdrowienie ze stanu zapalnego kolan

W maju zaczął się problem z kolanami – wizyty u lekarzy i fizjoterapeutów. Na początku sierpnia dostałam diagnozę. Potem rehabilitacja i brak rezultatów, mimo sumiennych ćwiczeń. Deadline się kończył z końcem października – wtedy miałam się zacząć przygotowywać do operacji. Jedyną szansą na jej uniknięcie była rehabilitacja, która nie przynosiła skutków. Zaufałam Panu od początku, od pierwszych objawów, nie miałam wątpliwości, że Pan chce mnie uzdrowić i cierpliwie czekałam, ale powoli zakradał się w moje serce ogromny strach.

Tego dnia do Głosu nie mogłam dojść. Kolana odmawiały posłuszeństwa, a rozsądek nakazywał wrócić do domu i leżeć dalej, aż się poprawi i kolana odpoczną. Ale sprawy tak się poukładały, że przypadkiem w tym czasie znalazłam się na Bronowicach, w okolicy Wesela, przypadkiem znalazła się przyjaciółka, która wspierała mnie w każdym kroku, żeby jednak dojść i zrobić kilka kroków dalej. Jak zobaczyłam schody na piętro, to chciałam wracać. Na modlitwę ledwo doszłam. Po modlitwie: zero lęku. I radość. Tak głębokiej radości od bardzo dawna nie doświadczałam. Stan zapalny od tamtego momentu, zniknął – przyszłam z, odeszłam bez. Dla mnie to jest cud. Zupełne zabranie lęku, zwrot w chorobie o 180 stopni. Wykonuję prawie wszystkie czynności, chodzę po schodach, a nie chodziłam, biegam, a nie biegałam, chodzę bez problemu, a problem był. Nie boję się już i czuje się bardzo mocno prowadzona przez Pana.

W ubiegłym tygodniu, dowiedziałam się też – lekarze mi tego nie powiedzieli wcześniej – że ta komplikacja z moimi kolanami, to nie jest schorzenie do wyleczenia i będzie mi to towarzyszyć do końca życia. Osobiście w to nie wierzę i jestem przekonana, że kolana będą uzdrowione zupełnie.

Amen.

Marta